loveeeee

loveeeee

środa, 20 marca 2013

ciężkie dni..

Im bliżej do kolejnego egzaminu na prawo jazdy, tym bardziej się stresuję..
Niby wiem, niby potrafię ale jak już wsiadam do auta podczas egzaminu to nogi mi sztywnieją..stres zżera mi chyba ostatnie resztki wiedzy praktycznej.. Jednym słowem masakra, ale przecież nie ja jedyna tak mam, prawda? Stres to największe zło jakie może się wtedy przytrafić..Hamuje cię do tego stopnia że prowadząc auto zachowujesz się jakbyś wsiadł do niego po raz pierwszy.. Egzaminator natomiast widząc twoje zachowanie wcale nie zamierza ci pomóc.. Przynajmniej na takiego ja natrafiłam ostatnio..
Coraz częściej myślę, że pieniądze w błoto ładuje niestety.. Egzamin to czysta loteria, albo się uda, albo nie. Bez względu na to jak dobrze jeździsz.. Częstym jest, że "piraci drogowi" zdają za pierwszym razem, a osoba na co dzień radząca sobie nieźle za kółkiem kilka krotnie nawala.. ehh..


W dodatku w pracy chujowo. Nie mam weny do sprzedaży telefonów, zwłaszcza że promocja jest tak cienka jak włoskie ciasto na pizze.. Dziś pierwszy raz szef ustalił sobie dzienną normę umów. Pod presją chyba nie umiem pracować.. Im bardziej się staram, gorzej mi idzie..Ciężko widzę wypłatę kwietniową..oj ciężko..

2 komentarze:

  1. Don't stress :P W pracy Ci trudniej bo ciągle myślisz o prawku - jak masz za dużo stresów to się to później na wszystko przekłada. Wyluzuj wena wróci jak uporasz się z prawkiem :)

    OdpowiedzUsuń